Tryb ciemny
O mnieNie zabiorę do Abu Dhabi. Mogę zaoferować luksusową wycieczkę do wielkiego miasta. A właściwie, to na jego peryferie. Dalekie. Rowerem.
Żyję skromnie; za to bez luksusów. Zarabiam tyle, co kot napłakał; starcza jedynie na waciki jak to mawiała Rysia III Waza. Ledwo wiążę koniec z końcem a i biedę klepię końcówką od mopa.
Jestem milionerem. "Milioner" na krążku DVD, waluta w wersji aromatyzowanej, "Miliony monet" na ulubionej playliście. Chciałem bank. Został Bang. Cillit. I z rewolweru barwne chorągiewki.
Okna bez klamek. Złotych. Z kranu woda, o dziwo!; nie 'Dżony Łokier'. Zamiast hiszpańskich płytek, widok płyty chodnikowej z pozycji balkonu. Namacalny kontur warunków socjalno-bytowych z jakimi muszę się zmagać w chwili obecnej. Dupę wozi kilkunastoletnia 'włoszczyzna' nadgryziona nieco zębem czasu. Włochy pod nosem, to i słabość do Serie A, spaghetti bolognese, włoskiej myśli motoryzacyjnej.
Ani pozycji, ani wyglądu; żadnej Ani. Posiadam małe przyrodzenie, krzywą, górną jedynkę i rozstępy na plecach. Intuicja ponad inteligencję. Jeżeli noszę w sobie znikomy pierwiastek takowej, zapewne zawdzięczam ją "Milionerom", "Jednemu z dziesięciu" czy innym "Postaw na milion". W 1912 roku zatonął Titanic, Ikea nie jest stolicą Szwecji a betulina, to biały barwnik kory brzozy. Mnie to nie bawi; ja się z tego śmieję.
Lubię robić Jolki. Długopisem. Przy kubku ciepłej herbatki. Zodiakalny ptak. 'Niebieski'. Czytaj Sagittarius.
Wiem, co to 'huncwot', 'urwipołeć', 'świszczypała'. Za młodu namiętnie studiowałem słownik wyrazów obcych. Chciałem. Pisałem do szuflady. Żywię nadzieję, iż po śmierci moje wiersze nabiorą siły przebicia. Niechaj młodzież recytuje je w szkole na baczność. Albo bez baczności. Z przekąsem. Lekko.
"Biały powoju kwiatek uszczyknąłem,
I końcem rożka włożywszy do ucha,
Słyszałem — przez kwiat...”.
A, nie; to nie ja. To Słowacki. Za daleko. Solarium. Fitness. Manicure. To wszystko nie jest dla mnie. Pacierza i pięknym kobietom nie odmawiam.
Odnalazłem siebie w książce. Zaskakujące. Byłem pewien, że Maria Pawlikowska w dziele zatytułowanym "Księga dobrych myśli", nie poświęci mojej personie 365 dni zamkniętych w papierowej teksturze. Miłe. Wspólny mianownik z gwiazdą srebrnego kina - pułkownikiem Wołodyjowskim. I nie; nie o wzrost się tutaj rozchodzi. Skądinąd; moje 183 centymetry, zasłużenie górują nad pierwszą szablą Rzeczypospolitej. Urosłem. Możesz nałożyć szpilki. Tylko nie chodź w nich po głowie. I nie wbijaj komuś w plecy.
Wenecja, Bagdad, Szwecja; wszystkie okoliczne miejscowości 'odfajkowane'. Zdobyte. Niczym Ziemia Ognista przez Ferdynanda Magellana. Chciałbym do Szwajcarii. Nad tamtejsze morze. Pomoczyć stopy, zjeść gofra o smaku kebaba.
Żyję skromnie; za to bez luksusów. Zarabiam tyle, co kot napłakał; starcza jedynie na waciki jak to mawiała Rysia III Waza. Ledwo wiążę koniec z końcem a i biedę klepię końcówką od mopa.
Jestem milionerem. "Milioner" na krążku DVD, waluta w wersji aromatyzowanej, "Miliony monet" na ulubionej playliście. Chciałem bank. Został Bang. Cillit. I z rewolweru barwne chorągiewki.
Okna bez klamek. Złotych. Z kranu woda, o dziwo!; nie 'Dżony Łokier'. Zamiast hiszpańskich płytek, widok płyty chodnikowej z pozycji balkonu. Namacalny kontur warunków socjalno-bytowych z jakimi muszę się zmagać w chwili obecnej. Dupę wozi kilkunastoletnia 'włoszczyzna' nadgryziona nieco zębem czasu. Włochy pod nosem, to i słabość do Serie A, spaghetti bolognese, włoskiej myśli motoryzacyjnej.
Ani pozycji, ani wyglądu; żadnej Ani. Posiadam małe przyrodzenie, krzywą, górną jedynkę i rozstępy na plecach. Intuicja ponad inteligencję. Jeżeli noszę w sobie znikomy pierwiastek takowej, zapewne zawdzięczam ją "Milionerom", "Jednemu z dziesięciu" czy innym "Postaw na milion". W 1912 roku zatonął Titanic, Ikea nie jest stolicą Szwecji a betulina, to biały barwnik kory brzozy. Mnie to nie bawi; ja się z tego śmieję.
Lubię robić Jolki. Długopisem. Przy kubku ciepłej herbatki. Zodiakalny ptak. 'Niebieski'. Czytaj Sagittarius.
Wiem, co to 'huncwot', 'urwipołeć', 'świszczypała'. Za młodu namiętnie studiowałem słownik wyrazów obcych. Chciałem. Pisałem do szuflady. Żywię nadzieję, iż po śmierci moje wiersze nabiorą siły przebicia. Niechaj młodzież recytuje je w szkole na baczność. Albo bez baczności. Z przekąsem. Lekko.
"Biały powoju kwiatek uszczyknąłem,
I końcem rożka włożywszy do ucha,
Słyszałem — przez kwiat...”.
A, nie; to nie ja. To Słowacki. Za daleko. Solarium. Fitness. Manicure. To wszystko nie jest dla mnie. Pacierza i pięknym kobietom nie odmawiam.
Odnalazłem siebie w książce. Zaskakujące. Byłem pewien, że Maria Pawlikowska w dziele zatytułowanym "Księga dobrych myśli", nie poświęci mojej personie 365 dni zamkniętych w papierowej teksturze. Miłe. Wspólny mianownik z gwiazdą srebrnego kina - pułkownikiem Wołodyjowskim. I nie; nie o wzrost się tutaj rozchodzi. Skądinąd; moje 183 centymetry, zasłużenie górują nad pierwszą szablą Rzeczypospolitej. Urosłem. Możesz nałożyć szpilki. Tylko nie chodź w nich po głowie. I nie wbijaj komuś w plecy.
Wenecja, Bagdad, Szwecja; wszystkie okoliczne miejscowości 'odfajkowane'. Zdobyte. Niczym Ziemia Ognista przez Ferdynanda Magellana. Chciałbym do Szwajcarii. Nad tamtejsze morze. Pomoczyć stopy, zjeść gofra o smaku kebaba.
Szukam
Osób płci:Kobieta
Dane
Język:Polski
Znak zodiaku:Strzelec


