Tryb ciemny
O mnie10.12.2025 🫃🐳🐋🪱🦧💦🍦🥂🍾🏊🏻♂️🎭⚰️🦠🩺🎨🦋🫀🧠🫶
– Duduś, wiesz, że na tym Datezonie nikt już nie ma ochoty na ciebie patrzeć?
– Póki czasem świecą światła rampy, I choćby został jeden widz… Nie potrzebuje więcej.
– Po co ci to jest? Przecież pozycja w rankingu nie sprawi, że będziesz ładniejszy, bogatszy…
– Głównie przez sentyment który towarzyszył mi przez całą tą drogę.
Cały ten profil to ogrom pracy nad samym sobą, nad odwagą, poszukiwanie siebie…
Była to też akcja przemycania treści, które delikatnie łamały regulamin, ale niosły ważne przesłania.
#ruszpiždê – akcja namawiająca do badań.
#drKubicka – zanim stało się modne, kierowałem ludzi do autorytetu, gadałem o PREP i U=U.
W tej całej pokrętnej historii, gdzie sperma leje się strumieniami, miałem odwagę mówić: badajcie się.
Dr. Kubicka wiedziała, co odwalam na tym kurwidołku. I popierała to.
Odeszła 14.09.2025. Razem z nią umarła cząstka mnie.
W kwietniu mam bronić magisterkę ze zdrowia publicznego, a znowu utknąłem.
Wracam za to do korzeni: fotografii, reżyserki, pisania. Lepiej czuję się też po drugiej stronie kamery.
“A ja jestem, proszę Pana na zakręcie…” po diagnozie obustronnego CAM mam za sobą trzy operacje bioder. Rozwój fizyczny stanął, ale odpowiednio dobrane leczenie ADHD pozwala mi w końcu coś skończyć... I dało naprawdę wielkie ukojenie i spokój...
Jednak tęsknię za dawnym życiem na Saskiej Kępie, prowadzeniem knajpy, pracy w ciągłym ruchu po 12h...
Zrobiłem później WSET-3, pracuje jako sommelier, ale to życie… nie smakuje już tak samo.
Kiedy dobre wino i seks nie cieszą, trzeba próbować odnaleźć się na nowo.
– Co Ci dał Datezone?
– Większą wiarę w siebie. Pozwalał na wyrzut ekspresji, który jest niemożliwy w mainstreamie.
– Czy jeszcze czymś zaskoczysz?
– Seks-nagrań ze mną powstaje już mało. Nie mam teraz do tego werwy.
Za to osoby, z którymi współpracuję, będą publikować materiały, których byłem reżyserem/autorem.
Ale to już często produkcje studyjne – w większości zobaczcie trailery.
Ja wracam do pisania i fotografii artystycznej, Tam jest teraz mój teatr, i moja scena.
Angażuje się też w działalności fundacyjno-społeczne. Staramy się pomagać osobą w różnych kryzysach.
Duduś
Często zawodowo i prywatnie z @KIBOLuniAKT
———————————————————
Starszy opis:
Najpiękniejsze rzeczy tworzy się wtedy,
gdy nikt nie patrzy…
❌❗️ 10 wejść bez polubienia = block.
💎💳 Nie używam mefedronu od 2016r 😉 można się dobrze bawić też bez ćpania.
#ruszpiždê >>> i regularnie się badaj.
Mamy dwukrotny wzrost zachorowań.
Każdemu komu zdarzają się takie akcje jak moje, proponuję zainteresować się PREPem.
„Nocą słychać na grindrze hałas pękających serc. Znowu ktoś grupówkę kocha mniej.”
📖 Rozdział: „Kolejna rozmowa z Osiecką (Znowu na kacu…)”
#osieckatezsiekurwila #ruszpiždê #dudusuncut #dudusmen
⸻
4:11 rano w niedzielę. Ventolin ratuje, aby jeszcze dychać po setnym papierosie.
Wpycham do ryja na siłę dwudniową pizzę.
Kac tłumi pozytywne działanie Elvans’y, nie mogę dokończyć rozdziału.
Zadzwonię chyba znowu do niej.
Niedobitki na Grindrze torpedują wiadomościami.
To jest „ta” godzina.
Tylko że ja już jakiś czas z tego wyrosłem.
Aga też jeszcze nie śpi.
OSIECKA:
Znowu nie śpisz.
DUDUŚ:
Spać po takim weekendzie? Trzeba najpierw wiedzieć… z kim.
OSIECKA:
Miasto znowu dało Ci popalić.
DUDUŚ:
To nie miasto jest winne, tylko ja.
Myślisz, że robię to z samotności?
OSIECKA:
Z prawdy.
Bo ty nie jesteś samotny.
Ty jesteś zbyt prawdziwy dla tych, co żyją w kłamstwie.
⸻
DUDUŚ (cicho):
A jeśli nikt mnie nie zobaczy takim, jakim jestem?
OSIECKA:
To będziesz świętym.
Bo tylko święci krwawią bez świadków.
DUDUŚ:
Miasto zawsze kocha bardziej, gdy leje się wino.
OSIECKA:
Ale rano zostajesz ty. Bez widowni. I znowu z niedokończonym rozdziałem.
DUDUŚ:
I dobrze. Bo właśnie wtedy wiem, kim jestem.
OSIECKA:
To pisz.
Najlepsze rzeczy pisze się po trzecim kieliszku… i samotnym świcie.
Duduś
– Duduś, wiesz, że na tym Datezonie nikt już nie ma ochoty na ciebie patrzeć?
– Póki czasem świecą światła rampy, I choćby został jeden widz… Nie potrzebuje więcej.
– Po co ci to jest? Przecież pozycja w rankingu nie sprawi, że będziesz ładniejszy, bogatszy…
– Głównie przez sentyment który towarzyszył mi przez całą tą drogę.
Cały ten profil to ogrom pracy nad samym sobą, nad odwagą, poszukiwanie siebie…
Była to też akcja przemycania treści, które delikatnie łamały regulamin, ale niosły ważne przesłania.
#ruszpiždê – akcja namawiająca do badań.
#drKubicka – zanim stało się modne, kierowałem ludzi do autorytetu, gadałem o PREP i U=U.
W tej całej pokrętnej historii, gdzie sperma leje się strumieniami, miałem odwagę mówić: badajcie się.
Dr. Kubicka wiedziała, co odwalam na tym kurwidołku. I popierała to.
Odeszła 14.09.2025. Razem z nią umarła cząstka mnie.
W kwietniu mam bronić magisterkę ze zdrowia publicznego, a znowu utknąłem.
Wracam za to do korzeni: fotografii, reżyserki, pisania. Lepiej czuję się też po drugiej stronie kamery.
“A ja jestem, proszę Pana na zakręcie…” po diagnozie obustronnego CAM mam za sobą trzy operacje bioder. Rozwój fizyczny stanął, ale odpowiednio dobrane leczenie ADHD pozwala mi w końcu coś skończyć... I dało naprawdę wielkie ukojenie i spokój...
Jednak tęsknię za dawnym życiem na Saskiej Kępie, prowadzeniem knajpy, pracy w ciągłym ruchu po 12h...
Zrobiłem później WSET-3, pracuje jako sommelier, ale to życie… nie smakuje już tak samo.
Kiedy dobre wino i seks nie cieszą, trzeba próbować odnaleźć się na nowo.
– Co Ci dał Datezone?
– Większą wiarę w siebie. Pozwalał na wyrzut ekspresji, który jest niemożliwy w mainstreamie.
– Czy jeszcze czymś zaskoczysz?
– Seks-nagrań ze mną powstaje już mało. Nie mam teraz do tego werwy.
Za to osoby, z którymi współpracuję, będą publikować materiały, których byłem reżyserem/autorem.
Ale to już często produkcje studyjne – w większości zobaczcie trailery.
Ja wracam do pisania i fotografii artystycznej, Tam jest teraz mój teatr, i moja scena.
Angażuje się też w działalności fundacyjno-społeczne. Staramy się pomagać osobą w różnych kryzysach.
Duduś
Często zawodowo i prywatnie z @KIBOLuniAKT
———————————————————
Starszy opis:
Najpiękniejsze rzeczy tworzy się wtedy,
gdy nikt nie patrzy…
❌❗️ 10 wejść bez polubienia = block.
💎💳 Nie używam mefedronu od 2016r 😉 można się dobrze bawić też bez ćpania.
#ruszpiždê >>> i regularnie się badaj.
Mamy dwukrotny wzrost zachorowań.
Każdemu komu zdarzają się takie akcje jak moje, proponuję zainteresować się PREPem.
„Nocą słychać na grindrze hałas pękających serc. Znowu ktoś grupówkę kocha mniej.”
📖 Rozdział: „Kolejna rozmowa z Osiecką (Znowu na kacu…)”
#osieckatezsiekurwila #ruszpiždê #dudusuncut #dudusmen
⸻
4:11 rano w niedzielę. Ventolin ratuje, aby jeszcze dychać po setnym papierosie.
Wpycham do ryja na siłę dwudniową pizzę.
Kac tłumi pozytywne działanie Elvans’y, nie mogę dokończyć rozdziału.
Zadzwonię chyba znowu do niej.
Niedobitki na Grindrze torpedują wiadomościami.
To jest „ta” godzina.
Tylko że ja już jakiś czas z tego wyrosłem.
Aga też jeszcze nie śpi.
OSIECKA:
Znowu nie śpisz.
DUDUŚ:
Spać po takim weekendzie? Trzeba najpierw wiedzieć… z kim.
OSIECKA:
Miasto znowu dało Ci popalić.
DUDUŚ:
To nie miasto jest winne, tylko ja.
Myślisz, że robię to z samotności?
OSIECKA:
Z prawdy.
Bo ty nie jesteś samotny.
Ty jesteś zbyt prawdziwy dla tych, co żyją w kłamstwie.
⸻
DUDUŚ (cicho):
A jeśli nikt mnie nie zobaczy takim, jakim jestem?
OSIECKA:
To będziesz świętym.
Bo tylko święci krwawią bez świadków.
DUDUŚ:
Miasto zawsze kocha bardziej, gdy leje się wino.
OSIECKA:
Ale rano zostajesz ty. Bez widowni. I znowu z niedokończonym rozdziałem.
DUDUŚ:
I dobrze. Bo właśnie wtedy wiem, kim jestem.
OSIECKA:
To pisz.
Najlepsze rzeczy pisze się po trzecim kieliszku… i samotnym świcie.
Duduś
Szukam
Osób płci:Mężczyzna
W celu:Luźna znajomość, Jednorazowa przygoda, Spotkanie na żywo
W wieku:od24do55lat
Preferencje
Dane
Imię:Duduś
Język:Polski
Wzrost:173 cm
Sylwetka:Przeciętna
Znak zodiaku:Waga
Włosy:Blond
Alkohol:Lubię
Papierosy:Lubię
Wykształcenie:Wyższe
Seria „Sluts Around the World” AMIR - 29lat, z Iranu. „DWA ŻYCIA, JEDEN KUTAS” – Powiedziałeś: „W Iranie nie byłem warty nic”. Co to znaczy? W Iranie byłem zerem. Warsztat samochodowy na południu, 12–14 godzin dziennie, 300 dolarów miesięcznie. Żadnej przyszłości. Tylko długi, rodzina i presja. Miałem być facetem, który milczy, płaci i nie marudzi. Niewidzialny. Mebel w własnym życiu. – A tutaj, na Malcie i w Berlinie? Tutaj jestem kimś. Towarem, fakt. Ale też fantazją. Jakiś Niemiec czy Maltańczyk patrzy na mnie jak na egzotyczny kawał mięsa – ciemna skóra, ręce po oleju, broda. I płaci. 50–100 euro za godzinę mojego czasu. Nagle ja decyduję. Ja mówię „tak” albo „spierdalaj”. W Iranie nikt nawet nie patrzył. Tu płacą, żeby mi possać, żeby mnie wyruchać, albo częściej ja ich. To jest władza, której nigdy nie miałem. Czuję się żywy, kurwa. Po raz pierwszy. – Twoja żona wie, czym naprawdę się zajmujesz? Nie. I nigdy się nie dowie. Dla niej jestem w logistyce – „sezonówka w Europie, kasa leci”. Wysyłam 500–700 euro miesięcznie. Ona myśli, że mąż jest bohaterem. Nie wie, że te pieniądze śmierdzą potem, spermą i tanimi hotelami. Nie wie, że wracam o szóstej rano i sikam krwią. To mój brudny sekret. Ona dostała mnie z przymusu – rodziny zaaranżowały ślub, zero miłości, zero wyboru. Ja byłem po prostu kolejnym obowiązkiem. Ona dla mnie też. – Poczucie winy? Coraz mniejsze. Ale codziennie mnie zżera. Szczególnie ja myślę o dzieciach. Ale jednocześnie ulga. Bo po raz pierwszy w życiu robię coś tylko dla siebie. Nie dla rodziny, nie dla oczekiwań. Dla kasy i dla tego, że mogę w końcu powiedzieć „nie”. W Iranie wszystko było narzucone. Tu przynajmniej sprzedaję się sam.
– Co jest najtrudniejsze?
Nie klienci. Klienci to biznes. Najtrudniejsze jest życie w dwóch wersjach. Rano piszę jej „kocham cię, tęsknię - mimo iż to nie jest prawda. wysyłam zdjęcie z „pracy”. Wieczorem stoję w klubie w Berlinie, a jakiś gość 50+ klęczy i ssie mi kutasa za 50 euro. Potem wracam do hostelu i nie wiem, który Amir jest prawdziwy. Mąż z przymusu czy dziwka, która w końcu ma kontrolę. Czasem chcę rozjebać lustro. – A żona? Bijesz ją? Nie biję jej już. Bo zwyczajnie pewnie jej długo nie zobaczę. Oczywiście, że biłem. To był jeden z trzonów naszej kultury, kiedy tam żyłem. Jak nie posłuchała – pasem, ręką, czym popadło. Wszyscy tak robili. Ojciec bił matkę, teść bił swoją, ja biłem swoją. To było normalne jak powietrze. „Kobieta ma słuchać, a jak nie – naucz ją”. Nie z nienawiści nawet. Z przyzwyczajenia. Z tego całego gówna, które nam wpajali od dziecka. Tutaj… tutaj nie ma jej przy mnie, więc nie ma problemu. Nie muszę. I szczerze? Nie chcę. Tu biję tylko siebie – codziennie, kiedy wracam i patrzę w lustro. – Jak zacząłeś w ogóle?
– Co jest najtrudniejsze?
Nie klienci. Klienci to biznes. Najtrudniejsze jest życie w dwóch wersjach. Rano piszę jej „kocham cię, tęsknię - mimo iż to nie jest prawda. wysyłam zdjęcie z „pracy”. Wieczorem stoję w klubie w Berlinie, a jakiś gość 50+ klęczy i ssie mi kutasa za 50 euro. Potem wracam do hostelu i nie wiem, który Amir jest prawdziwy. Mąż z przymusu czy dziwka, która w końcu ma kontrolę. Czasem chcę rozjebać lustro. – A żona? Bijesz ją? Nie biję jej już. Bo zwyczajnie pewnie jej długo nie zobaczę. Oczywiście, że biłem. To był jeden z trzonów naszej kultury, kiedy tam żyłem. Jak nie posłuchała – pasem, ręką, czym popadło. Wszyscy tak robili. Ojciec bił matkę, teść bił swoją, ja biłem swoją. To było normalne jak powietrze. „Kobieta ma słuchać, a jak nie – naucz ją”. Nie z nienawiści nawet. Z przyzwyczajenia. Z tego całego gówna, które nam wpajali od dziecka. Tutaj… tutaj nie ma jej przy mnie, więc nie ma problemu. Nie muszę. I szczerze? Nie chcę. Tu biję tylko siebie – codziennie, kiedy wracam i patrzę w lustro. – Jak zacząłeś w ogóle?
Na Malcie, pierwszy sezon. Magazyn, kasa ledwo starczała. Gość z baru podszedł: „wyglądasz jakbyś potrzebował pieniędzy”. Poszedłem. Hotel, 100 euro za pół godziny. Nie wiedziałem nawet, co robić. On prowadził. Ja tylko pozwoliłem. Potem rzygałem pod prysznicem. A następnego dnia wysłałem jej kasę i kupiłem kebab. To był początek. Od tamtej nocy wiem, że moje ciało to waluta. – Różnica Malta vs Berlin? Malta – starsi, bogatsi, chcą romansu. Kolacja, gadka, potem seks. Płacą więcej, ale dyskretnie. Berlin – dżungla. Grindr, darkroomy. Młodzi, starsi, grubi, szczupli, napakowani, bez wstydu. Chcą ostro, szybko, brutalnie. Na Malcie jestem luksusową dziwką. W Berlinie – mięsem na wagę. Ale w Berlinie zarabiam więcej i łatwiej się zgubić. – Co dalej? Wracasz kiedyś? Nie wiem. Wcześniej myślałem że za rok-dwa kupię warsztat w Iranie i będę „szanowanym mężem”. Ale myślę że to był tylko mechanizm wyparcia i poduszki bezpieczeństwa. Bo tu po raz pierwszy czuję, że żyję. Wybieram. Nawet jeśli wybór to między gównem a gównem. Może zostanę tu, może gdzieś wyjadę. Może wezmę jeszcze jednego klienta dziś w nocy. A jutro znowu wyślę kasę i będę udawał, że wszystko gra. – Jaka kara by cię za twój styl życia czekała w Iranie? W najlepszym wypadku – śmierć. I mówię ci szczerze: to byłoby o wiele lepsze niż to, co naprawdę by zrobili. W Iranie za takie rzeczy jak moje – sprzedawanie się facetom, bycie dziwką dla zachodnich kutasów – nie ma litości. Najlepszy scenariusz? Publiczna egzekucja. Sznur na szyi na placu, przed całym miastem, albo kamienie. Szybko, głośno, koniec. Ale najczęściej? Dożywocie w pierdlu. Codzienne gwałty od strażników, od współwięźniów, bicie, głód, robaki w ranie. Siedzenie w celi 2x2 metry i wiedzenie, że już nigdy nie wyjdziesz, bo „zhańbiłeś rodzinę i Allaha”. Śmierć? To luksus. Dożywocie to prawdziwe piekło – wolę kulkę w łeb niż gnijcie tam latami i błaganie o śmierć, której nikt ci nie da. – Gdybyś mógł powiedzieć żonie jedną rzecz… co by to było? „Ciesz się z tego co masz. Mogłaś trafić znacznie gorzej. I dzięki. Dzięki temu gównu, które robię, masz dach nad głową. A ja… ja w końcu jestem kimś. Nawet jeśli tym kimś jest tylko kutas za pieniądze. I tak lepiej niż być nikim w Iranie.”
Paryż, 1971 „Sluts Around the world” W samym sercu brudnego burdelu, gdzie ściany ociekały zaschniętą spermą, szczynami i krwią, a powietrze śmierdziało gnijącym gównem, tanim papierosem, absyntem, i odorem pań które dawno nie widziały mydła – leżała Anné. Młoda kurwa z brzuchem wielkim jak balon pełen 4 kg gówna od jakiegoś klienta, który nie wyciągnął na czas.
Materac pod nią był czarniejszy niż dupa Murzyna po nocy – lepki od spermy, krwi miesiączkowej i starych plam po porodach innych dziwek. Skurcze rozrywały ją jak piła łańcuchowa. „KURWA MAĆ! Niech to w końcu wyjdzie!” – wrzeszczała, rozwalając nogi na boki, a jej cipsko, ta sama dziura co brała kutasy za stówę na godzinę, teraz pękało na pół. Wody odeszły z chlupotem, mieszając się z kałem, bo nie wytrzymała i zesrała się prosto na prześcieradło.
Główka dziecka już wystawała – sine, śliskie, pokryte krwią i śluzem, jakby samo chciało uciec z tego syfu. Obok stał alfons z papierosem w zębach i rechotał: „Rodź, suko, i szybko wracaj na kolana, bo rachunki się same nie spłacą”. W kącie stary gruby klient z opuszczonymi gaciami marszczył freda, patrząc jak jej pochwa rozciąga się do granic – krew spływała po udach, a on tylko stękał i pompował szybciej.
Muchy bzyczały nad wszystkim, grzyb na ścianach śmierdział, a z sąsiedniego pokoju dochodziło sapanie innej dziwki biorącej dwóch naraz. Anné wyła, pazurami wbijając się w materac, aż dziecko w końcu wyślizgnęło się prosto w ten cały burdelowy syf – wrzeszczące, sine, całe w gównie i krwi. Alfons podniósł noworodka za nóżki jak mokrego kota: „Masz, dziwko. Kolejny darmozjad do wykarmienia... A teraz wytrzyj się i bierz się do roboty, bo kolejka czeka”.
Anné leżała rozjebana, dysząc, z cipą wciąż otwartą jak rana, a burdel kręcił się dalej – brudny, bezlitosny, wieczny.
Materac pod nią był czarniejszy niż dupa Murzyna po nocy – lepki od spermy, krwi miesiączkowej i starych plam po porodach innych dziwek. Skurcze rozrywały ją jak piła łańcuchowa. „KURWA MAĆ! Niech to w końcu wyjdzie!” – wrzeszczała, rozwalając nogi na boki, a jej cipsko, ta sama dziura co brała kutasy za stówę na godzinę, teraz pękało na pół. Wody odeszły z chlupotem, mieszając się z kałem, bo nie wytrzymała i zesrała się prosto na prześcieradło.
Główka dziecka już wystawała – sine, śliskie, pokryte krwią i śluzem, jakby samo chciało uciec z tego syfu. Obok stał alfons z papierosem w zębach i rechotał: „Rodź, suko, i szybko wracaj na kolana, bo rachunki się same nie spłacą”. W kącie stary gruby klient z opuszczonymi gaciami marszczył freda, patrząc jak jej pochwa rozciąga się do granic – krew spływała po udach, a on tylko stękał i pompował szybciej.
Muchy bzyczały nad wszystkim, grzyb na ścianach śmierdział, a z sąsiedniego pokoju dochodziło sapanie innej dziwki biorącej dwóch naraz. Anné wyła, pazurami wbijając się w materac, aż dziecko w końcu wyślizgnęło się prosto w ten cały burdelowy syf – wrzeszczące, sine, całe w gównie i krwi. Alfons podniósł noworodka za nóżki jak mokrego kota: „Masz, dziwko. Kolejny darmozjad do wykarmienia... A teraz wytrzyj się i bierz się do roboty, bo kolejka czeka”.
Anné leżała rozjebana, dysząc, z cipą wciąż otwartą jak rana, a burdel kręcił się dalej – brudny, bezlitosny, wieczny.













